Zastanawiam się. Czemu ludzie się tak łatwo poddają? Czemu pozwalają, żeby strach przed porażką okazał się silniejszy niż chęć spróbowania, zawalczenia o coś?
Życie nie polega na staniu i rozglądaniu się dookoła. Życie nie polega też na czekaniu, aż rzeczy same zaczną się dziać. Życie polega na tym, żeby próbować, korzystać z tego, co nam daje i nie bać się. Jaka logika jest w zrezygnowaniu z czegoś tylko dlatego, żeby uniknąć ewentualnej porażki? Poddajesz wszystkie przeżycia, wspomnienia, wrażenia, dobry humor, satysfakcje i to wszystko, co może nadarzyć się po drodze tylko dlatego, żeby czasem się nie rozczarować. A czy nie wychodzi na jedno? Że brak tego wszystkiego przynosi jeszcze większy zawód?
Ty. Dlaczego boisz się spróbować? A Ty? Dlaczego nie zaryzykujesz?
Po co tracić czas? Życie nam ucieka przez palce. Mówimy sobie "ja mam czas", ale to nieprawda. Tak nam się tylko wydaje. Marnujemy okazje, szanse, szczęście nam ucieka. Czasem musimy po prostu podkręcić obroty i wejść w pogoń za tym, czego pragniemy, na co mamy ochotę i nie oglądać się za siebie. Potem budzimy się przed trzydziestką/po czterdziestce/na starość*, sami, niezadowoleni, bez perspektyw ani nawet wspomnień czy doświadczeń. Tak właśnie chcesz skończyć?
Dlaczego ludzie tak rzadko zdobywają się na to, żeby zawalczyć o swoje szczęście?
A co Ciebie ostatnio wkurzyło w otaczającym świecie?
X.
* - niepotrzebne skreślić