Znacie to uczucie, gdy chcielibyście powiedzieć tak dużo, ale nie mówicie nikomu dookoła, bo po prostu nie potraficie? Albo czujecie, jakbyście się narzucali?
Ja znam. A ostatnio, to aż za dobrze i za często.
Niby są ludzie. Bliscy, rodzina, przyjaciele, kumple. Ale co z tego, bo przecież kto wysłucha? No kto?
Nawet jeśli chcieliby, to zacząć mówić - dziwne uczucie, dziwny stan. Jakoś nie idzie się przełamać. A jak już zbierzesz się w sobie, żeby powiedzieć, to i tak nikt nie rozumie. Niby argumenty z drugiej strony, świeże spojrzenie, ale tak, jakbyście gadali o dwóch różnych rzeczach. Albo okazuje się, że sami mają tyle spraw na głowie, że aż głupio im ją zawracać. Albo i tak nie umieją potem nic powiedzieć. Najgorzej jest wtedy, gdy komuś naprawdę zależy, żeby mógł cię zrozumieć, poznać, żebyś się otworzył. Starasz się, chciałbyś, dajesz z siebie wszystko. Ale nie potrafisz.
Ciężko znaleźć kogoś, kto ma dar zrozumienia danej jednostki w pakiecie.
A z czym Ty nie potrafisz sobie ostatnio poradzić?
X.