Zdarzyło się wam po raz kolejny powtórzyć błąd przeszłości, o którym zarzekaliście się, że nigdy już wam się nie zdarzy?
Popełniamy błędy praktycznie każdego dnia. Niektóre potrzebne, niektóre nie, jedne bolesne, drugie mniej, czasem małe, a czasem duże. Ponoć dzięki nim się uczymy. Wszystko fajnie, jeśli faktycznie wychodzimy na tym na plus...
Ale czasem po prostu błędy są tak dotkliwe, że zostawiają nas zdruzgotanego na niekrótki czas. Zazwyczaj po takich sytuacjach mówimy sobie: "ostatni raz byłem taki głupi" albo "już nigdy nie zrobię tego ponownie". I to jest zachowanie zdrowe i naturalne.
Moje pytanie brzmi zatem: jak nazwiemy stan, gdy jesteśmy świadomi tego, że robimy to samo, co kiedyś okazało się błędem, co pozostawiło nas z twardą nauczką i bliznami na wspomnieniach, a mimo to świadomie się w to ładujemy, licząc, że tym razem będzie inaczej? Głupota? Naiwność?
I co jak nie będzie inaczej? Co wtedy zrobić? Ponoć łatwiej się przeżywa coś, co już nam się w życiu zdarzyło. Ale czy aby na pewno będzie nam łatwiej przejść przez dwie ogromne katastrofy niż przez tylko jedną?
Jestem świadomy, że ryzykuję. I że to może się źle skończyć, nie tylko dla mnie. A mimo wszystko to robię. "Głód jest silny", stan niekoniecznie stabilny, a pokusa ogromna. A ryzyko? Jak wielkie jest ryzyko?
Va banque, va banque - kto nie ryzykuje, ten głównej stawki nigdy nie wygrywa.
A Ty? Co ostatnio zrobiłeś takiego, żeby żałować tego jeszcze przed faktem?
X.